11 mar 2012

Żegnaj Maverick Meerkat...

 Wszystko ma swój początek jak i swój kres.
Nie inaczej jest z kolejną wersją Ubuntu, która została przeznaczona do odstrzału.

Maverick Meerkat, bo o nim mowa to właściwie ostatnia z klasycznych (podobnie jak FF IX dla serii Final Fantasy) wersji Ubuntu, gdzie jego następca pod nazwą Natty Narwhal był już wersją przejściową (jak FF X).

Właściwie była to (i nadal jest!) ostatnia wersja Ubuntu jak zagościła na moim dysku, i to na długie miesiące.
Potem były co prawda eksperymenty z Natty i Ocelotem, ale niestety tamte wersje cierpiały na wiele dość upierdliwych niedoróbek, błędów systemowych.
I bynajmniej nie mam tu na myśli duetu Compiz + Unity w Ubuntu 11.04, ale o tym lepiej nie wspominajmy (kopanie leżącego).
Jednak dzięki temu łaskawszym okiem spoglądałem na Lubuntu i Xubuntu, które to stały się dla mnie ważniejsze niż pomysły "wszyscy wiemy kogo".
Natomiast "tej osobie" polecam reklamę (i to świetną) jaką zrobiło Sony dla PlayStation 3...nie źle, wróć... dla...



Z tego co pamiętam to jedynym problemem jaki miałem przy Ubuntu 10.10 to były kompozycje metacity i powstające po nich cienie (obrys okna z freezem w gratisie).
Z resztą pisałem o tym na blogu, o ile pamięć mnie nie myli...


Maverick Meerkat: 10.10.2010 - 10.04.2012 [*]

W sumie dla wielu osób tęskniących za dobrym Ubuntu z lubianym GNOME2 pozostaje zainstalowanie Ubuntu 10.04 Lucid Lynx LTS (wsparcie do kwietnia 2013 roku), albo przerzucenie się na Ubuntu 12.04 LTS i zainteresować się projektem MATE (fork GNOME2).

Jednak w mojej opinii najlepszym sposobem jest zainteresowanie się czymś co jest najbliższe w działaniu i wyglądzie do GNOME2 i nie jest trupem, czyli XFCE.
Xubuntu i po kłopocie :)
Ewentualnie fallback mode w GNOME3.

Wracając jeszcze do GNOME2, to MATE można zainstalować z repozytoriów Linux Mint lub dla (póki co tylko) Ubuntu 11.10 całe środowisko MATE ze strony :

mate.karapetsas.com

Skoro wspomniałem o Linux Mint to ciekawe że GNOME2 pozwalało na zmianę wyglądu, z czego Mint chętnie korzystał (i to obrębie tego SAMEGO środowiska).
Własne menu i panel na dole zamiast na górze.
Niby nic wielkiego, ale w GNOME3 dzięki jego "możliwościom" w stosunku do poprzednika mamy pełną radość i zgodność wśród dystrybucji, użytkowników jak i deweloperów...
Formalnie, jak widzę kiedy użytkownik Gnome-Shell na spółkę z użytkownikiem Unity skaczą sobie do gardeł (jak sejmowi politycy przed kamerami) to człowieka napełnia smutek...głęboki smutek.
Niedawno doszedł jeszcze Cinnamon i to pewnie nie koniec, więc będzie jeszcze weselej, a wesoła karawana jedzie dalej przed siebie (i to nie wiadomo gdzie).

To wszystko jest jedynie efektem końcowym jaki nam zafundowali deweloperzy GNOME.
Gdyby nowa wersja GNOME pozwalała na łatwą (i głęboką) konfiguracje omawianego środowiska to nie byłoby tego bajzlu pod tytułem: "każdy sobie rzepkę skrobie".

No nic, trudno.
Anyway, żegnaj Ubuntu 10.10.

0 komentarze:

Prześlij komentarz